edlech | e-blogi.pl
Blog edlech
KONIEC MIESIĄCA 2018-05-31

Dzisiaj koniec miesiąca
ściągam kalendarz
z gwoździka
odwracam kartki
ze strony było
na stronę będzie
zapisuję długopisem
ważne terminy
zawieszam go
spowrotem zadowolony
że tak ogarniam
swoje życie
gwoździk w ścianie
trwa nieporuszony
chociaż miałby ochotę
odpaść ze śmiechu


KSIĘŻYC MAJOWY 2018-05-31

Na rogu Pogodnej
i Deszczowej
wyszedł do mnie
Księżyc majowy
mówił
że spotkał się
z Jowiszem
i wypili rosę
z kwietnika
musi zatem
położyć się cieniem
na chodniku
bo jak pobłądzi niebem
w tym stanie
to się stanie
nieprzewidywane
zaćmienie
a nie chciałby robić
przykrości astronomom
i zakochanym


O CZYM NIE NAPISZĘ 2018-05-30

Nie napiszę o tym
co nieopisane
co mi w duszy gra
gdy ta muzyka gra 
ze staroświecka 
tęskną nazywana
nie złagodzi obyczajów
bo tylko zaboli
rozdrapie zagojone rany
wyimaginowane
a tego bólu
nie wykrzyczę
bo musiałbym zakląć 
szpetnie
a głos w gardle 
więźnie 
jakoś dziwnie
więc wybieram ciszę
w mowie
i piśmie


https://www.youtube.com/watch?v=z9tyyT3VpWg&list=PLfo7rU6KgPU9TCWSir4OFjCmPRZjvewqk&index=3


CZTERDZIEŚCI DNI 2018-05-29

Joszua
już czterdzieści dni
męczysz się
na tej pustyni


widzisz
mury Jerycha
stoją jak stały
i będą stały
żadne trąby ich
nie skruszą
to tylko maluczkim
opowiada się bajki
na pocieszenie



jak wyjdziesz
to obiecuję że
dostaniesz
dofinansowanie



trzydzieści srebrników
(dostarczy je zaufany)


ŹRÓDŁO INSPIRACJI 2018-05-28

Stare zasada -
twórz po pijaku
poprawiaj na trzeźwo


starożytni niewątpliwie
pili wino
Homer
Wergiliusz
chociaż już wtedy
znana była sztuka
destylacji



Kochanowski
pisząc fraszki
zapewne raczył się
sfermentowanym miodem
lipowym



tu powinna pojawić się
wzmianka o Szekspirze
bo tam trup
ściele się gęsto
a to na trzeźwo
nie przejdzie
krążą plotki wśród znawców
że palił marychę
ale na pewno
nie przeskoczył w tym
naszego Witkacego



moderniści francuscy
preferowali absynt
a wielcy Rosjanie
chlali samogon



na zachodzie
bez zmian
Hemingway
wypił morze
wódki



ciekawy jestem
czym raczył się
Stwórca
przez pięć dni
że postanowił
stworzyć człowieka


i dlaczego do dzisiaj
tego nie poprawił


REMIX 2018-05-25

Wychodzę z psem na spacer
tak gdzieś przed północą
pies pogonił koty
a ja piję piwo
księżyc wzeszedł ogromny
ponad obłokami
coś tam z dala zapiszczy
coś zamruczy z dala
więc piję i lewe ucho 
natężam ciekawie
natężam i badam
i badam i słucham
czy to zwierz groźny jaki
przemyka się w trawie
czy już czterej jeźdźcy
czy klucze żurawi
a to tylko rejsowy
z Krymu leci do Rzymu
jak zwykle o tej porze
przemierza przestworza
wracam zatem spokojnie
w kosmosie porządek
a na Ziemi normalna
majowa sobota
słychać śpiewy i rżenie
pijanej hołoty


CICHE DNI 2018-05-24

Milczą oboje
nie ma zasięgu
między kuchnią
a przedpokojem


LEKKODUCHY 2018-05-23

My
lekkoduchy
wyrodni synowie
bezprawia grawitacji
ledwo trzymamy się
Ziemi
chociaż lubimy
taplać się w błocie
jak szczęśliwe dzieci


lekce sobie ważymy
ważkie sprawy
wagi nie przywiązując
do powagi
odporni na uwagi
jak ważki nieważkie
zawisamy
nad snami
i unosi nas
lekkość bytu
w sferę błękitu



więc jak latawce
trzymane na sznurkach
społecznych więzów
(ról ojców, mężów ect.)
szarpiemy się między
Ziemią a Niebem
ale czasem
sznurek się zerwie



i wtedy skaczemy
po chmurach
trzymając się wiatru
poręczy
mostem tęczy
biegniemy
za horyzontu kres


NIEODPOWIEDZIALNY 2018-05-22

Pytasz mnie synu
o to i o owo
co to i po co
a jak to 
dla kogo


- dlaczego mamy
dwie dziurki w nosie
gdzie jest słoneczko
kiedy zachodzi
gdzie prąd ma nogi
żeby nas kopać
kto wsypał tyle 
soli do morza
jak można kijem
zawrócić Wisłę
czy czas ucieka
przed policją
czy budzik zasypia
jak wszystkich obudzi
a co to znaczy 
że mam nie nudzić


- nie odpowiem mój synu
na twoje pytania
mama wie najlepiej
idż zapytaj mamy


- tak tato 
pójdę i zapytam mamy
już wiem dlaczego
mama zawsze mówi-
twój tata taki
nieodpowiedzialny


CZARODZIEJE 2018-05-18

Polna droga
i łąka
poszarzała od słońca
mizerny wietrzyk niemrawo
kołysze trawami
na źdźble suchym
biedronka
z sześcioma kropkami
liczy mszyce
mysz cicho
myszkuje pod krzakiem
wyskoczył pasikonik
spod spłowiałych maków
nad zdmuchanym dmuchawcem
zabuczało bączysko


ot i prawie wszystko



bo ta łąka upalnym
utrudzona trwaniem
zaśnie snem niespokojnym
wonnym i upojnym
sama w sobie będąc
śpiącym
i posłaniem



przyśni się jej wtedy
czarodziej łąkowy
który zaczaruje
przestwór letniej nocy



któż ma takie moce -
spytacie
- już mówię
(i proszę się nie śmiać)
podjedzie pusta dorożka
i z pustej
wysiądzie Leśmian
łąkę zaczaruje
wszechświat cały złąkowi
a jeżeli dorożkarz
będzie zaczarowany
to nie jego wina
kolego
to sprawka Gałczyńskiego


METEO 2018-05-16

Już cicho
jak po burzy
bo już po burzy 
serc które
starły się
jak wyż z niżem
i wiadomo było
że się nagle 
zachmurzy
i nagle rozpogodzi
a nie można było
właściwej postawić
prognozy
kiedy rozjaśni niebo 
słońce twoich oczu
kiedy chmury
żalów i pretensji
spadną potokiem
złych słów
i łez słonych 
powieje wiatr zimny 
niechęci
ale tak zawsze na wiosnę
kiedy bujnie 
miłość zakwita
teraz 
późnym latem
kiedy jesień blisko
powoli ucicha wszystko
niebawem zima
i śnieg zapomnienia
i nareszcie chłód
wypalonych serc


WALECZNY 2018-05-15

(wydumana opowiastka poetyzowana)



Już nie pomni wschodów i zachodów słońca
kiedy to pokonawszy wrogów Światłości
ruszyłbył z hufcami przedniego rycerstwa
dalej ścigać niedobitków Księstwa Ciemności,
by wytępić owo plugawe plemię do cna.
Jego miecz wyszczerbiony poczynał rdzewieć
i promienie słońca, które odbijały się w nim
blaskiem Najwyższej Chwały, teraz zamierały
krwawo, niczym niewierni, których godził
celnym sztychem w zapale bitewnym.
Gdzież podziali się towarzysze doli i niedoli-
rozmyślał wpatrzony w horyzont,który przybliżał się
z każdą chwilą, i był tuż tuż, ale nagle uciekał,
jakby stoczył się ze wzgórza, na które właśnie wspioł się
na swym rączym, niestrudzonym rumaku Ekwusie,
o którym mówili, że musi wywodzić się od Cyklopów,
bo jakowaś mądrość biła z jego oczu,
a takoż chichot,który akurat wydobywał z siebie,
gdy do jego strzygących uszu docierały odgłosy
dysput mędrców domorosłych i chłopskich filozofów
o wyższości poranka nad wieczorem, zdradzał niezwykłość
zwierzęcia, podłego przecież stworzenia.
Uciekający horyzont musiał być sprawką siły nieczystej Demona,
Króla Ciemności,ale nie lękał się, on, rycerz Świętej Sprawy,
zaprawiony w trudach i zmaganiach przeciw Złemu.
Gdziekolwiek pojawił się, w blasku słońca odbijającego się
na jego lśniącej, wypolerowanej zbroi, którą ukuł
najprzedniejszy płatnerz Avantu ze stali damasceńskiej,
a takoż i miecz, tam podnosili się męże z gnuśności próżnej,
w szyk bojowy stawali i przysięgali nie spocząć,
dopóki wroga nie wyślą na męki piekielne,
pierwej mu piekło na ziemi gotując. Czasem taki niejaki,
zerwany z pijanej drzemki,przegnawszy dziewkę,
już był gotów lecieć i siec,taka w nim gotowość bicia wroga nastawała.
Niektóry bezrozumnie rozpytywał gdzie wróg - jaki wróg? -
ten albo obśmiany przez towarzyszy spiekał raka i niknął w tłumie,
albo trafiwszy na świadomego sprawy towarzysza, nieugiętego
rycerza Słusznej Sprawy, głowę tracił, nie jako nagle zauroczony
urodą podwiki, ale jako cięty mieczem przez szyję.
Radość przepełniała jego serce waleczne, gdy wiódł hufce
na bój śmiertelny, a jeszcze większa, gdy mąż poległ obok męża,
gdyż największą nagrodą była śmierć na polu bitewnym.
I tak przez lata, a może wieki, przemierzał ziemski padół
rozniecając wokół ducha walki w imię SŁAWY I HONORU.
Przebył piaski pustyni, rozliczne groble i wądoły,
widział mury ogromne miast z wieżami aż do nieba.
Gdzieś pod takimi murami zaginął jego giermek wierny,
zwabiony śpiewem dziewek wszetecznych, z którymi poszedłbył
w pląsy taneczne i przepadł marnie, ale nie dziw to, bo marny grosz
idzie do marnego grosza, a złoto do złota.
Widział go potem jako marę kościstą a wstrętną, błądzącą,
i wyjącą do księżyca w czas pełni.
Wracał więc, jako się rzekło, ale gdzie i skąd, już sam nie pamiętał,
czasem tylko dziwił się , iż po tak długiej drodze
wrócił w to samo miejsce, jakoby ziemia była kulą okrągłą, jak owe
toczone kamienie, wyrzucane z machin oblężniczych,zdatne do kruszenia murów.
Dawne trakty, pełne wykrotów i kurzu wzbijającego się
spod końskich kopyt, skamieniały, a później
sczerniały, oblane czarną, twardą smołą, jaką rozgrzaną wylewali
obrońcy twierdz, na głowy oblegających.
Dziwne też machiny pojawiły się na owych traktach,
ryczące, jak dziki zwierz raniony w puszczy przez łowców,
ale gnające samopędnie, bez zaprzęgu - ani to poczwórnego,ani poszóstnego.
Jeszcze większe potwory, najpierw sapiąc i puszczając kłęby dymu
jak smoki toczyły się na kołach żelaznych po żelaznych drogach,
później zasię mknęły jak ogromne strzały szybciej od spojrzenia,
wydając z trzewi ryk potworny ,ale dymu i ognia nie puszczając.
Ptaki ogromne na niebie ciągnęły za sobą dymne ogony wyżej od
sokołów, a nawet wyżej od chmur.
W owym czasie, na odgłos kopyt jego Equsa, ruszały potężne armie
zbrojne w żelazne machiny samojezdne, ziejące ogniem potężnym,
od których ziemia drżała jak od tysiąca konnych drzewiej.
Niebem sunęły smoki latające, i widział ,jak z takich to,
piekielnych zapewne, ptaków-nieptaków, smoków latających,
zionął ogień i spalał miasta całe.
Aż w czas pewien, gdy zapaliło się niebo,i gwiazda Piołun
rozbłysła nad horyzontem, zapalił się też świat cały,
od wschodu do zachodu, i od północy do południa.
I został tylko kamień na kamieniu.
I nastała pustka. Gdzieniegdzie kość sterczała wypalona,
a z żywych ostał się jeno gad oślizły.
Kogoż zatem miał wieść dalej do walki?
Z czasem rozpadła się w proch jego zbroja i jego miecz,
ale niezmiennie podążał na swoim rumaku Equsie
niepomny skąd i dokąd, niepomny czy żywym jeszcze czy już duchem,
czy Eqwus żywym rumakiem, czy tylko wyobrażeniem.
Wiedziony tylko szlakiem Słońca, które jako czerwony smok
ogarnęło Ziemię i spaliło ją na popiół marny, ruszył ku gwiazdom
a gdzie się pojawił, tam gwiazdy poczęły spadać na siebie
i w pył się rozpadać.
I nastała ciemność nieprzebyta żadnym okiem.
Będzie tak gnał przez pustkę, a śmierć nie będzie mu dana,
bo przeklęty przekleństwem wroga - obyś żył wiecznie,
Nie zazna spoczynku - dopóki nie pochłonie go litościwie Czarna Gwiazda,
bo tam, w jej trzewiach, kończy się czas.


DZIEŃ SZÓSTY 2018-05-08

Ulepiłem cię
na obraz 
i podobieństwo
z błota
popiołu
i resztek
poprzedniego stworzenia
a serce dałem
z kamienia
żebyś był twardy
i nie wymiękał
gdy poznasz
ból istnienia
pogardę
zdradę
świata maskaradę


żebyś nie był
sam 
i nie zatęsknił
za absolutem
daję ci tutaj
tę oto Ewę
kość z twojej
kości
a kość twoja
z padliny
(nie miałem innej)
żebyś poznał złudę 
miłości
i samotność
gdy odejdzie
(bo wiem że tak będzie)
nazwij ją dziewczyną
żoną
kochanką
wybranką
jak tam chcesz
i żyj 
i niech ci się wydaje
że jest w tym
jakiś sens


więc żyj
i bądź kim bądź
prorokiem
rakarzem
poetą
kanalarzem 
nawet idiotą
czym tam chcesz
i czym tam możesz
jak się będziesz modlił
pomogę
(albo i nie)
ale 
niech ci się nie zachce
Adamie
nie daj boże
zostać Bogiem


ŻRÓDŁOSŁÓW 2018-05-01

Śpieszę się
by ci powiedzieć
że jesteś
wspaniała
cudowna
i wyjątkowa
i w ogóle 
brak mi słowa
na twoją
niepowtarzalność
zanim usłyszysz
od kogoś tam
że jesteś
z a j e b i s t a
bo jako stary
polonista
znam źródłosłów


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]