edlech | e-blogi.pl
Blog edlech
PRAWDOPODOBIEŃSTWO 2016-04-26

(erotyk teoretyczny)



Siedzę na ławeczce
i patrzę przed siebie
(tak się nie zaczyna wierszy)
niebo gwiaździste nade mną
jak nad panem Kantem
ale nie jestem pewien
czy w ogóle jest jeszcze
(bo mam czapkę z daszkiem)
tymczasem patrzę na ulicę
gdzie widzę 
martwego kota pana Schrödingera
(tyle lat po Czarnobylu)
a za moimi plecami kolego
(kolega potrzebny do rymu)
nie widzę niczego
boję się odwrócić
żeby nie stracić wrażenia
że jest tylko to
co widzę
zgodnie z zasadą pana Heisenberga
tyle tylko
że kot miałczy
po kociemu
jak to kot
(gdzieś z tyłu za uszami)
więc myślę (jak pan Kartezjusz)
że jestem realny
a nie tylko kwantowy
i to co ma być za mną jest
chociaż nie odwrócę głowy
chyba że za tobą
która idziesz na szpilkach
drobniutkimi krokami
a ja szaleńczo
obliczam prawdopodobieństwo

Stosowne fotografie do tekstów na https://www.facebook.com/ed.lech


ECCE HOMO 2016-04-26

Mój portret maluję dla ciebie
zapachami
bo tylko ty możesz go 
percypować 
swoim wysublimowanym zmysłem
węchu


ogólny kontur postaci
obrysuję zapachem
zapoconej skóry


na to nałożę 
(wertykalnie od dołu)
smród przepoconych skarpetek
(artefakt człowieka cywilizowanego)
i woń butów
które zdeptały płatki amarylisu
i psie gówno


wyżej bielizna
(tak zwana osobista)
przesiąknięta chemią 
przemiany materii
i pożądania
(wbrew dziewiątemu przykazaniu)


jeszcze wyżej wapory
piwa i czosnku
stęchły odór tytoniu
a wszystko to spływa
do twoich nozdrzy
na drugim końcu
smyczy


gdybyś znał łacinę
wyszeczkałbyś
ECCE HOMO



JESZCZE JEDEN 2016-04-21

Jeszcze jeden wiersz
(zamiast łez)
na pocieszenie
za oknami deszcz
(z nieba płacz)
jednaki miarowy niezmienny
chociaż wiosenny
i w kominie wiatr


śpią pająki dwa
a ja 
jeszcze nie śpię
(chociaż późna godzina)
tylko piszę wiersz
że pada deszcz
(cóż to za treść)


może w tym treści ni ksztyny
sensu jeszcze mniej
tylko żonglerka słowna
i w ogóle porażka


a tam do diaska
(czyli do diabła)
z wysokim poziomem poetyckim
i tak nie dogodzi wszystkim
(nawet Norwid tęczą zachwytu)
ale jakoś lżej się robi 
na duszy
przygniecionej lekkością bytu


OCZYWISTA OCZYWISTOŚĆ 2016-04-16

Oczywista oczywistość...


              Jarosław Kaczyński


Jeszcze się tam Mój Duch plasuje
na liście (byłych) Niepokornych
gdzieś na poślednich miejscach bo
z lat nadbagażem trudny lot
i status cię dopada - Nielot
Zdystansowany Obserwator
(a nawet wbrew Sobie - Kunktator)
któremu bliżej jest niż dalej
do tak zwanego CAŁOKSZTAŁTU
i zamiast trzymać się kurczowo
expressis verbis słowa - SENS
coraz to przekonuje mnie 
ta OCZYWISTA OCZY
WISTOŚĆ
że SENSEM BEZ
SENSOWNY BEZSENS


[nie rozumiecie 
no to przykro 
zatem odsyłam do Klasyka -
ROMA LOCUTA
CAUSA FINITA]


NATALII 2016-04-11

Pamięci Natalii Januszko -stewardessy z tupolewa


Miałaś dwadzieścia trzy lata
zaczynałaś naprawdę żyć
na własny rachunek
ale nieobliczalny los
wystawił go nazbyt szybko
każąc Ci płacić ceną życia
za marzenia i nadzieję


Nie wiem
domyślam się
że na pokładzie samolotu
który unosił ku Niebu
Majestat i Godność Rzeczpospolitej
niosłaś dumną skromność i uśmiech


Aż do chwili
gdy musiałaś zmierzyć się
z przeznaczeniem


Dzisiaj
gdy na Krakowskim Przedmieściu płoną znicze
przed pałacem Pana Prezydenta 
ja - ojciec dwudziestotrzyletniej córki
myślę właśnie o Tobie Natalio
ale nie wyobrażam sobie
bólu Ojca...




TERAZ JEST NICZYM 2016-04-10

TERAZ jest niczym wieczność
zawsze trwa
pomiędzy przeszŁością
(która odeszła jak to przeszłość)
a nieuniknioną przyszłością
(która zawsze przyjdzie w przyszłości)


w ludzkim wymiarze PRZESZŁOŚĆ jest 
historią
czyli nauczycielką która 
nigdy nikogo nic
nie nauczyła
a PRZYSZŁOŚĆ
rosyjską ruletką
w którą musisz grać
do końca


więc teraz
kiedy otwieram puszkę 
(tu przywołaj ulubiną nazwę browaru)
czyję smak WIECZNOŚCI


OGLĄD WERTYKALNY 2016-04-08

Boski błękit w zenicie
i strzępiaste skrzydło anioła 
nad horyzontem chmura
kłębiasta jak wata
cukrowa na patyku słupa trakcyjnego
pod horyzontem
(który wdarł się na szczyt wzgórza)
ciemna plama lasu
i zielonych łąk wiosennych
poniżej w niebo wystrzela
strzelista wieża kościoła
ze wzgórka zbiega droga
niczym asfaltowy strumień
i niknie pomiędzy domkami
małymi jak klocki przedszkolaka
nieco bliżej już wyraziste
w kształcie i kolorze budynki
tory kolejowe i most
po którym pędzą auta
małe jak resoraki
z dziecięcych zabaw
ale bliższa perspektywa 
odsłania zagracone place
dzielnicy przemysłowej
pełne złomu i rupieci
tuż tuż zeschłe badyle
w błotnej kałuży
pusty oczodół starego telewizora
emituje pośmiertnie obraz
rozbitej muszli klozetowej 
(w reklamie opakowania po czipsach
i prezerwatywach)
najniżej
w nadirze 
moje brudne buty
z postrzępionymi sznurówkami
które depnęły
w psie gówno
(wytrę je w młodą trawę)


ŁYK WIOSNY 2016-04-03

Pierwsze listki okryły krzak bzu
stwierdziłem lakonicznie -
znowu wiosna
zaciągnąłem się mocno
świeżym powietrzem i dymem
z papierosa
łyknąłem łyk piwa
i po chwili z głębi mojej europejskości
wyłonił się obraz 
Persefony wychodzącej z Hadesu
(z owocem granatu)
po drugim łyku 
przywołałem kilka banalnych
figur retorycznych z myślowego
dorobku ludzkości-
natura budzi się do życia
życie zwycięża śmierć
ect.
wielkanocne dzwony przywołały
mistyczny wymiar tego zjawiska
po kolejnym z kolei łyku
pomyślałem na trzeźwo -
na mojej skórze codziennie
odnawia się warstwa naskórka
a stare komórki łuszczą się
i odpadają 
te listki też posypią się jesienią
jak łupież
a krzak bzu kiedyś uschnie
i umrze stojąc
(nie poznawszy nawet smaku piwa)


WIECZÓR ONKOLOGICZNY 2016-04-02

czerwonawe znamię marcowego słońca
dogasa na bladych ścianach 
poradni onkologicznej


w korytarzach zamarłe 
echa niepewnych kroków
i słów
które uwięzły w gadle mroku


w poczekalni tylko krzesła
pewne jutra czekają
by dać oparcie
(gdyż nie potrafią nic innego)


ostatnia godzina
zjeżdza windą do sutereny
i znika za drzwiami z napisem -
post mortem


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]